strona główna
[1]
[2] [3] [4]

Uliczny  Wojownik

Poniższy tekst powstał na podstawie sobotnich podyskotekowych odgłosów.

Drzwi Klubu jęknęły pchnięte potężnie i wyszedł na zewnątrz.
Przed chwilą rozpił pół litra w sześciu i teraz wreszcie jest pewien - To on trzęsie tym miastem !

Świeżo odkryty w sobie, Uliczny Wojownik, płynnie rozkołysanym krokiem,
raźno ruszył w poszukiwaniu przeciwników, którym mógłby ten fakt uświadomić

A dalej była ulica Mickiewicza.
Znał ją dobrze, wiedząc zarazem, jak bardzo jest tam ciekawie.
Szedł środkiem jezdni, morderczym wzrokiem wypatrując przeciwnika, mogącego dorównać mu
sprytem i inteligencją.

I wówczas je dostrzegł.
Ukryte w półcieniu, stały pod ścianą, struchlałe ze strachu. Zapewne licząc na pozostanie niezauważonymi.
Jednak On pamiętał ich szydercze śmiechy i uszczypliwe docinki, ilekroć mijał je w dzień.

Jego atak był błyskawiczny !
Huk potężnych uderzeń rąk i nóg niósł się po całej ulicy !
To tylko dodało mu animuszu, teraz już każdy wie, że z nim żartów nie ma.
Dwoje z nich, pod gradem precyzyjnie zabójczych ciosów, padło na ziemię. Trzeci też opierał się krótko.
Już nie są takie wesołe i zadowolone, teraz wiedzą, że z Niego kpić nie wolno.
Pod jego pogardliwym wzrokiem zastygły w bezruchu, nawet o litość już nie błagając.

Otarł pot z czoła i nonszalancko opuścił mordercze pięści.
Walka była skończona.
Jeszcze tylko, jak to w zwyczaju, skopał je na odchodnym i tylko skrzypnięcie zamykanej bramy zaświadczyło o jego niedawnej tu bytności.

W domu, nim zapadł w pijany sen, jeszcze raz przeżywał tryumf zwycięstwa nad tylu przeciwnikami.
A gdy alkohol z krwi odparował i sen się wyśnił, zbudził się będąc znów...

A one nadal leżały w bezruchu czekając, aż ktoś życzliwy pomoże im wstać.
W końcu, to tylko zwykłe, blaszane kubły na śmieci.