Uliczny Wojownik
Poniższy tekst powstał na
podstawie sobotnich podyskotekowych odgłosów.
Drzwi Klubu jęknęły pchnięte potężnie i wyszedł na
zewnątrz.
Przed chwilą rozpił pół litra w sześciu i teraz wreszcie jest
pewien - To on trzęsie tym miastem !
Świeżo odkryty w sobie, Uliczny Wojownik, płynnie
rozkołysanym krokiem,
raźno ruszył w
poszukiwaniu przeciwników,
którym mógłby ten fakt uświadomić
A dalej była ulica Mickiewicza.
Znał ją dobrze, wiedząc zarazem, jak bardzo jest tam ciekawie.
Szedł środkiem jezdni, morderczym wzrokiem wypatrując przeciwnika, mogącego
dorównać mu
sprytem i inteligencją.
I wówczas je dostrzegł.
Ukryte w półcieniu, stały pod ścianą, struchlałe ze strachu.
Zapewne licząc na pozostanie
niezauważonymi.
Jednak On pamiętał ich szydercze śmiechy i
uszczypliwe docinki, ilekroć mijał je w dzień.
Jego atak był błyskawiczny !
Huk potężnych uderzeń rąk i
nóg niósł się po całej ulicy !
To tylko dodało mu
animuszu, teraz już każdy wie, że z nim żartów nie ma.
Dwoje z nich, pod gradem precyzyjnie zabójczych ciosów,
padło na ziemię. Trzeci też opierał się krótko.
Już nie są takie wesołe i zadowolone, teraz wiedzą,
że z Niego kpić nie wolno.
Pod jego pogardliwym wzrokiem zastygły w bezruchu, nawet
o litość już nie błagając.
Otarł pot z czoła i nonszalancko opuścił mordercze pięści.
Walka była skończona.
Jeszcze tylko, jak to w zwyczaju,
skopał je na odchodnym i tylko skrzypnięcie zamykanej
bramy zaświadczyło o jego niedawnej tu bytności.
W domu, nim zapadł w pijany sen, jeszcze raz przeżywał
tryumf zwycięstwa nad tylu przeciwnikami.
A gdy alkohol z krwi odparował i sen się wyśnił, zbudził
się będąc znów...
A one nadal leżały w bezruchu czekając, aż ktoś życzliwy
pomoże im wstać.
W końcu, to tylko zwykłe, blaszane kubły na śmieci.
|